Tylko Bóg może mnie sądzić.

 

Wracając do tematu relacji międzyludzkich, chciałam dzisiaj zabrać głos w dyskusji o tym, dlaczego, moim zdaniem, relacje te mogą się czasem wydawać udręką i dlaczego tak przyjemnie jest fantazjować o górskiej pustelni. To bardzo nieprzyjemne zjawisko, którego doświadczamy wszyscy w absolutnie każdej relacji to ocena: nas samych, naszego zachowania, intelektu, wyglądu, umiejętności – czego tylko chcecie. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy jesteśmy w stanie wypracować w sobie takie mechanizmy, które uodpornią nas na te łatki, etykiety i wysokich sędziów, czy może to pieczenie w brzuchu musi nam towarzyszyć do kresu naszej ziemskiej wędrówki. Pogrążając się w tych wzniosłych myślach otworzyłam Facebooka, zobaczyłam link do jakiegoś artykułu i wypowiedziałam na głos zdanie: „no, co ona może wiedzieć o życiu, ta dziewczyna w koszulce Balanciagi.” Oficjalnie chcę podać się do dymisji, kto przyjmuje takie wnioski?

Nie wiem, dlaczego ludzki mózg działa w ten sposób: czy to droga na skróty do chwilowej poprawy samooceny („ja wiem o życiu wszystko, bo zakończyłam swoją edukację z kredytem studenckim na kolejnych 10 lat”), czy automatyczne uproszczenie obrazu świata przez przejście w stereotypy ze względu na to, że musimy przyswoić tyle informacji w ciągu doby, że nie dałoby się analizować ich rzetelnie, czy może wszyscy jesteśmy jednak z natury źli. Wiem jednak, jak fatalnie jest być tą ocenianą stroną i nie ma w tej wiedzy absolutnie nic wyjątkowego. Wszyscy doświadczamy tego kilka, kilkanaście, a może i kilkadziesiąt razy dziennie. Może to być tylko myśl przebiegająca przez czyjąś głowę, kiedy patrzy na nasze zdjęcie, tego raczej nie poczujecie, ale może też być gorzej. Internet daje to poczucie anonimowości, które uwalnia z ludzi ukryte potwory. Poczytajcie chociaż komentarze pod dowolnym tekstem na portalu plotkarskim. Kilkukrotnie podchodziłam do tej analizy, ale to, dlaczego ludzie poświęcają swój czas i energię na wylewanie żółci w sieci, na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą. Mogliby przecież zamiast tego leżeć z wannie z maseczką nawilżającą i plastrami ogórka na oczach. Coś jednak sprawia, że właśnie ocenianie i obrażanie innych wydaje im się przyjemniejszą lub bardziej wartościową formą spędzania czasu. Niezależnie od tego, jak gruboskórni i doświadczeni przez życie jesteśmy, czytanie takich wywodów zawsze sprawi, że będzie nam choć trochę przykro, nawet jeżeli dotyczą obcej osoby. Inną kategorią jest ocena naszej krótkiej sukienki albo tatuaży wymamrotana pod nosem przez starszą sąsiadkę (a tych tatuaży żałuję i bez tego). Taki osąd jest o tyle łatwiejszy to przyjęcia, że możemy sobie mniej więcej wytłumaczyć skąd pochodzi ten żal, złość czy smutek. To, co boli najbardziej, to wyrok przemycany w podtekście, tonie, spojrzeniu, sugestii bliskiej nam osoby. Czasami jest to krytyka wypowiadana wprost, czasami nawet słuszna, niemniej jednak zawsze trudna do przyjęcia właśnie dlatego, że jest oceną, nie poradą, zwróceniem uwagi, czy przestrogą – ale oceną. Ta subtelna różnica dotyczy przede wszystkim intencji mówiącego: tego, w jakiej pozycji stawia siebie, w jakiej nas, jego motywacji i celu, który bardziej lub mniej świadomie chce osiągnąć. Wszystkie te niuanse wyłapiecie z łatwością uważnie słuchając drugiej osoby i swoich reakcji na to, co słyszycie.

Przejrzałam kilka nienaukowych tekstów dostępnych online na ten temat (jestem jednak starszej daty i należę jeszcze do pokolenia, które uważa, że wszystkie teksty w internecie są raczej nienaukowe, a w szkole nauczyłam się, że Wikipedia nie jest wiarygodnym źródłem wiedzy) i widzę, że w zasadzie nikt nie jest w stanie zaoferować nam jednej, prostej recepty na to, jak radzić sobie z oceną innych. Proponowane rozwiązania w dużym skrócie sprowadzają się do tego, żeby nie przejmować się krytyką i mieć grubą skórę .

Długo myślałam o tym, jak ugryźć ten temat w taki sposób, żeby realnie zmienić coś w swoim życiu. Wbrew pozorom piszę tego bloga przede wszystkim dla siebie, jest to prosta forma autoterapii, więc szukanie realnych rozwiązań jest niezwykle istotne. W tym nieprzejmowaniu się opinią czy oceną innych jest dużo racji, chociaż wiem, jak trudno wprowadzić w życie takie myślenie. Na ocenę, z którą musimy się zmierzyć wpływa milion różnych czynników: czyjś nastrój, dieta, to czy dzisiaj rano stał w korkach, czy sweter, który macie na sobie kojarzy im się z ich byłym albo czy bilety na Sycylię podrożały właśnie dzisiaj rano. W zasadzie to, co słyszycie może mieć już niewiele wspólnego z tym, co zrobiliście. Oczywiście możecie napisać im dowolne usprawiedliwienie, ale nadal będziecie musieli zmierzyć się z oceną. Absolutnie bezsensowne jest stawianie się w roli ofiary i wymyślanie 10 sposobów na to, co zrobić, żeby ludzie byli dla nas milsi, bo wszyscy w równym stopniu stoimy po dwóch stronach barykady: wszyscy jesteśmy tak katem, jak ofiarą. Uważam, że każdy, kto wie, jak nieprzyjemnie potrafi piec w brzuchu taka ocena, powinien zmienić to, na co ma realny wpływ, czyli siebie. Brzmi jak porada wyciągnięta żywcem z „Pani Domu”, ale warto naprawdę o tym pomyśleć, bo czasami właśnie te najprostsze rozwiązania są najbardziej skuteczne. Słuchajmy sami siebie uważnie i krytycznie, sami sobie punktujmy wypowiadane oceny, sądy i niesprawiedliwą krytykę. Możemy nawet poprosić kogoś bliskiego, żeby zwracał nam uwagę, kiedy my przestajemy o tym pamiętać. Łapmy się na tym, co mówimy, a nawet myślimy o innych.

Ocenianie ludzi na podstawie koszulki, którą noszą jest nie tylko słabe, ale i szkodliwe. Jeżeli damy sobie przyzwolenie na takie rzeczy, automatycznie damy też je innym. Nie mamy żadnego prawa oczekiwać, że ludzie nie będą oceniać nas, kiedy my nadal będziemy oceniać ich. Energia, którą wysyłamy w świat, wraca do nas prędzej, czy później. W tym wypadku raczej prędzej. Przepraszam cię, dziewczyno w drogiej koszulce, że tak szybko Cię oceniłam, wstyd mi, a Ty możesz być bardzo fajną, zaradną osobą.

fot. @bratosiewicz

8 myśli na temat “Tylko Bóg może mnie sądzić.

  1. Mnie również ostatnio też zaczęły nachodzić myśli o tym, że pochopnie oceniam ludzi. Idąc ulicą i widząc kogoś ubranego „niestosownie” zaraz wewnętrznie krytykowałam taką osobę. Zamiast ją podziwiać za to, że odważyła się być sobą i nie przebierała się 3 razy przed wyjściem z domu (jak ja), żeby przypadkiem ktoś krzywo nie spojrzał. Teraz w ramach walki ze złą sobą i rekompensaty dla ludzi, o których kiedyś źle pomyślałam idąc ulicą staram się w każdym znajdować choć jedną zaletę. Polecam. Od razu lepiej na serduszku 😅

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s