Wydawanie pieniędzy na siebie jest fajne.

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić taką krótką refleksją na temat tego, na co, moim zdaniem, warto wydawać pieniądze. Temat, w zależności od doświadczeń analizującego, może wydawać się banalny lub wcale nie taki prosty, szeroko dyskutowany lub nieobecny w dyskursie publicznym. W ciągu ostatnich kilku miesięcy doszłam do kilku wniosków i pomyślałam, że to może Was też to zainteresuje lub zainspiruje.

Zaraz po liceum, kiedy przyjechałam do Warszawy i odkryłam dobrodziejstwo sieciówek. Byłam przekonana, że wydawanie pieniędzy jest super i jak tylko się je ma, to z czystym sumieniem można zamówić piętnastą parę butów z wyprzedaży. Ostatnich kilka lat przeżyłam z kolei w przekonaniu, że nie ma nic gorszego od wydawania pieniędzy bo szukamy w tym chwilowej przyjemności, mierzymy się z niepewnością jutra i jakby tego było mało, to jeszcze niszczymy środowisko. Dzisiaj delektuję się konceptem inwestowania w swój rozwój i jest to bardzo przyjemne uczucie. W tym miejscu chciałam przedstawić Wam moje metody, które zweryfikowałam na przestrzeni kilku ostatnich lat. Może coś z mojej krótkiej listy Was zainspiruje, a może Wy zainspirujecie mnie czymś, co nawet nie przyszło mi do głowy.

  1. Sport – po latach marzeń i fantazji postanowiłam poeksperymentować z konceptem wytrwałości w sporcie. Idzie mi tak 6/10, ale staram się nie oceniać się zbyt surowo. Po pierwsze, bardzo chciałam zobaczyć, jak czują się ludzie, którzy regularnie wstają na jogę o 6:00 rano. Nie wiem, ile w tym zasługi mojego wczesnego zasypiania na filmach, ale jeżeli tylko jestem w Warszawie, idzie mi z tym całkiem dobrze. Moje ciało boli znacznie mniej, spięte mięśnie coraz łatwiej się rozpracowują, a dzień rozpoczęty od sesji na macie układa się automatycznie jakoś zdrowiej. Po latach śnienia po nocach o wyjeździe na obóz sportowy, kiedy jeszcze pracowałam na etacie, a urlop oszczędzałam na podróż na koniec świata, teraz udało mi się w końcu doświadczyć pięciu dni z tajskim boksem trzy razy dziennie. To był genialny test własnej głowy i własnego ciała tym bardziej satysfakcjonujący, że dałam radę i nie odpadłam w połowie drogi. Po tej ekstremalnej sytuacji wróciłam też do w miarę stałych treningów w klubie, co cieszy mnie jeszcze bardziej. W tym endorfinowym szale zaczęłam już sprawdzać i planować wprowadzenie kolejnych dyscyplin do swojego życia, ale w swojej głowie nadal prowadzę dyskusję z tymi hormonami satysfakcji na temat swoich granic i możliwości. Niemniej jednak wyobrażam sobie, że tygodniowy wyjazd z jogą praktykowaną trzy razy dziennie byłby niezwykle satysfakcjonujący. Dość interesujące wydaję się też przygotowania do maratonu, więc sami rozumiecie – tu wszystko jest super, tylko pilnujcie się przed popadaniem w skrajności, z którymi ja jakoś nie potrafię się pożegnać 😉 W każdym razie wydawanie pieniędzy na sprawdzonych trenerów zawsze się Wam opłaci. Jeżeli nawet Waszym celem nie jest szeroko pojęte zrobienie formy, to nauczycie się poprawnie ćwiczyć sami, poznacie taką skróconą instrukcję obsługi Waszego ciała i zmniejszycie prawdopodobieństwo wystąpienia kontuzji. Dla niektórych z nas może być to również jedyna skuteczna forma motywacji do systematyczności.
  2. Rozwój duchowy – jeżeli jesteśmy przy instrukcjach obsługi ciała, to nie mogę nie wspomnieć o instrukcji obsługi głowy lub duszy (w zależności do tego, kto w co wierzy). Inwestowanie w karnet na siłownię jest raczej powszechnym zjawiskiem, ale inwestowanie w terapię, medytację, czy mind fullnes budzi już trochę kontrowersji. Uważam, że powinniśmy traktować te rzeczy z podobną uwagą. Dlaczego mamy szukać pomocy w opiece nad własnym ciałem, ale już z opieką nad własną głową mamy być samowystarczalni? Apeluję do terapeutów i nauczycieli medytacji o wprowadzenie rocznych karnetów na swoje usługi. Po wielu próbach, testach i sprawdzianach ja w tym departamencie wybrałam drogę medytacji. Dla mnie jest najbardziej efektywna, wydaje mi się też najbliższa, najbardziej naturalna, ale jestem zdania, że zwłaszcza tutaj nie ma jednego rozwiązania, które zadziała u każdego tak samo. Szukajcie, sprawdzajcie, zobaczcie, co czujecie najlepiej i rozwijajcie się. Progres, jaki można osiągnąć po kilku czy kilkunastu miesiącach pracy wcale nie daje mniej satysfakcji niż wymarzony kaloryfer na brzuchu (tak sobie to wyobrażam bo tego wymarzonego kaloryfera nigdy nie zbudowałam). Zrozumienie jak zmieniają się nasze reakcje, decyzje, relacje stanowi jeszcze większą motywację do pracy nad sobą.
  3. Zajęcia twórcze – wszystkie warsztaty, kursy i zajęcia, na których można stworzyć coś swojego są genialnym treningiem własnej kreatywności. Nawet jeżeli nie planujecie kariery garncarza, to po pierwsze nigdy nie wiadomo, a po drugie traktujcie to jako pobudzanie do pracy twórczej Waszej prawej półkuli, co zaprocentuje w życiu codziennym. Ta część mózgu odpowiedzialna jest za szukanie niestandardowych rozwiązań, nowych pomysłów, wyobraźnię i patrzenie na życie z szerszej perspektywy. Ja przerabiałam już kurs stolarstwa, robiłam świeczki, piekłam granolę (tak, to też może być zajęcie twórcze), robiłam zdjęcia i malowałam obrazy techniką rozlewania na płótno farb akrylowych. Jestem zainteresowana każdą z takich historii. Jeżeli macie na oku jakieś fajne zajęcia z ceramiki – wysyłajcie, ktoś prowadzi warsztaty z malowania akwarelą – chętnie spróbuję. Bawcie się, próbujcie i niech nie blokuje Was strach przed ludźmi i nowymi miejscami. Ten chwilowy dyskomfort zrekompensujecie sobie bardzo szybko. Może odkryjecie jakiś talent, o którego istnieniu nie mieliście pojęcia? Może bylibyście świetni w dzierganiu na drutach swetrów, ale nie dowiecie się tego, jeżeli nie zdecydujecie się spróbować.
  4. Nauka – nie ma nic tak rozwijającego, jak nauka. Chodzi tu przede wszystkim o szeroką definicję tego pojęcia – w skrócie nauka jest nieodzownym elementem każdego rozwijającego Was procesu. Ale myśląc o tym odrobinę węziej stwierdzam, że super jest przyjmować każdą nową wiedzę. Zaprocentuje to nie tylko podniesieniem naszych szans na wygraną w Milionerach, ale też pomoże lepiej orientować się w świecie, oswoi z nieznanym i otworzy drogę do miejsc, o których nawet nie myśleliście. Kiedy już skończymy szkolę, czy studia nauka nie jest już takim naturalnym procesem, wydaje się, że przestaje być łatwo dostępna. Oczywiście sporo uczymy się z książek, ale w tym celu musimy czytać dobre reportaże czy biografie. Ja fantazjuję o zapisaniu się na intensywny kurs językowy, ale nadal trudno znaleźć mi okres, w którym byłabym w Warszawie dłużej niż przez miesiąc. Jeżeli tylko mi się to uda, zapiszę się na hiszpański, włoski i francuski w dowolnej kolejności (to znowu o tym popadaniu w ekstrema). Kiedyś sądziłam, że może książki z kursami to jest dobry pomysł, ale w hebrajskim zatrzymałam się już na etapie alfabetu. Jeżeli macie do polecenia jakieś szkoły, proszę wysyłać. W naszym cyfrowym świecie jest jednak wiele innych dróg, które mogą nam pomóc w tym procesie. Podrzucałam Wam już kiedyś stronę http://www.classcentral.com, która oferuje bezpłatnie ponad 13.000 kursów online prowadzonych przez 53 znane uniwersytety z 18 krajów, większość po angielsku. Za dodatkową opłatą możecie również dostać certyfikat ukończenia danego kursu – taki dyplom z Harvardu może równie dobrze wyglądać w Waszym CV, co na ścianie w sypialni.
  5. Podróże – sprawa oczywista, ale nie mogłabym jej pominąć. Inwestowanie czasu, energii i pieniędzy w podróże jest nie tylko przyjemne, ale i rozwijające: uczy nas o świecie, kulturze, przyrodzie, o ludziach, emocjach i w końcu o nas samych. Trudno o przyjemniejszy sposób na naukę. Wykorzystujcie te wszystkie okazje, kiedy możecie otworzyć się na nowe miejsca i doświadczenia. Te zmiany, które w nas zachodzą są widoczne gołym okiem. Moda na podróżowanie ma się jednak dobrze i w zasadzie niewielu z Was trzeba jeszcze do tego przekonywać. Bądźcie w tym kreatywni i nie bójcie się też destynacji, na które moda przeminęła. Odkrywanie takich miejsc na nowo potrafi być fantastycznym doświadczeniem.

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam na śmierć i ktoś z Was dotarł do tego ostatniego paragrafu. Baaaardzo chciałabym poczytać o Waszych metodach i Waszych pomysłach. Uczę się otwierać swoją głowę coraz szerzej, szukam inspiracji, gdzie popadnie. Rozwój jest fantastycznym procesem, ale oczywiście mam świadomość, że inwestować w niego mogą jedynie ci, których pozostałe potrzeby życiowe, takie jak jedzenie, mieszkanie czy bezpieczeństwo, zostaną spełnione. Bądźmy wdzięczni, że należymy do tej uprzywilejowanej grupy i wykorzystajmy to najlepiej, jak tylko możemy.

8P9A1089
fot. @bratosiewicz

11 myśli na temat “Wydawanie pieniędzy na siebie jest fajne.

  1. Dziękuję za ten wpis!
    Może nie do końca związane z rozwojem, ale nawiązujące do tytułu. Ostatnio do swojej listy dodałam regularne badania profilaktyczne (morfologia, składniki odżywcze itd.), ponieważ dobrze jest mieć świadomość, co tak naprawdę dzieje się z nami od środka.

    Polubienie

  2. Chyba czytasz mi w myślach, bo właśnie zamówiłam matę do jogi i postanowiłam zabrać się za odprężenie mojej głowy od stresu i nadmiaru emocji, a chwilę później przeglądając instastory zobaczyłam że dodałaś post. Oby tak dalej i powodzenia w samorealizacji!
    Ps. Zdjęcia które robi Twój chłopak to jedne z najpiękniejsze rzeczy jakie w życiu miałam okazje oglądać! Trzymajcie się ❤️

    Polubienie

  3. Dzięki za ten wpis. Ja niestety zesportem ciągle na bakier. Zainwestowalam w siebie i poszłam na studia, architektura krajobrazu, tak, z pasji do roślin. Nie żałuję. Kolejna destynacja Egipt. Chyba tylko ja ze znajomych tam nie byłam. Pojade zimą i zobaczę po swojemu 🙂

    Polubienie

  4. Od razu mi milej po przeczytaniu tego tekstu 🙂 W ogóle sprawiasz wrażenie wartościowej, przemiłej osoby, dobrze że tacy ludzie są w internecie. Moim marzeniem jest dojście do takiego momentu, w którym będę mogła opowiadać wnukom niesamowite historie zaczerpnięte z moich doświadczeń. Są to plany daleeko wybiegające w przyszłość, bo mam 18 lat, ale wiem, że już muszę tworzyć do tego podstawy. Póki co chodzę np. na boks, udzielam korepetycji, gram w amatorskiej grupie teatralnej, ale planuję zrobić kurs sommelierski, nauczyć się stepować, spróbować hip hopu, zrobić prawo jazdy na autobus, popracować przez chwilę w kwiaciarni, i wiele, wiele innych. Trzymam kciuki za Ciebie, za Twoją wytrwałość i pomysły. Rozwijaj się i inspiruj dalej, wszystkiego dobrego :))

    a w sumie to chciałabyś się może spotkać jak już będziesz w Warszawie? bardzo chciałabym posłuchać o Twoich podróżach i przemyśleniach na żywo. To bardzo luźne pytanie, ale nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s