Zachowuj się naturalnie, a wszystko będzie dobrze.

 

Bądź sobą – ile razy słyszeliście to zdanie w różnych wariantach? Jestem przekonana, że to sformułowanie wygrałoby plebiscyt na najpopularniejszą poradę w każdym możliwym rankingu porad. Tylko czy zastanawialiście się kiedyś, co to tak naprawdę znaczy? Nie udawaj kogoś, kim nie jesteś, zachowuj się naturalnie wcale nie rozwiewa moich wątpliwości. Co to znaczy naturalnie? I w ogóle kim jestem? A kim nie jestem? Czy jestem zawsze taka sama? Czy zmiana jest naturalna? Jeżeli tak, to kiedy? A kiedy nie? Skąd mam wiedzieć, co jest dla mnie naturalne? I skąd Ci wszyscy ludzie wiedzą, co to znaczy? Czy wiedzą? A może wypowiadają klisze, których znaczenia nie rozumieją tak samo jak ja? Czy oni wiedzą więcej czy ja wiem mniej? Czy to tylko mój kryzys tożsamościowy, czy jednak popularny problem? Milion pytań i żadnych gotowych odpowiedzi.

Najgorsze jest to, że czym uważniej przyglądam się temu zagadnieniu, tym więcej pytań i niepewności rodzi się w mojej głowie. Zaczęłam o tym myśleć, kiedy po spotkaniu z kimś, na kim chciałam zrobić dobre wrażenie odetchnęłam z ulgą mówiąc do siebie, że już mogę się wyluzować. W pierwszym odruchu wydawało mi się, że to kwestia stresu i spięcia, później zaczęłam się zastanawiać, czy to jednak nie sztuczność i udawanie. Poczułam, że zachowywałam się w jej obecności trochę inaczej, mówiłam używając odrobinę innych słów niż zazwyczaj. Chciałam zrobić dobre wrażenie, chciałam być fajna i interesująca. Nieskończona lista pytań to dla mnie niestety rzecz dość naturalna, zaczęłam się więc zastanawiać, co to znaczy to zazwyczaj. Przecież sama ze sobą nie toczę mądrych dyskusji. Skąd mam więc wiedzieć, jaki sposób mówienia jest dla mnie naturalny, a kiedy się zmienia pod wpływem rozmówcy? Przecież, jeżeli tak dobrze by się nad tym zastanowić, z każdym rozmawiam odrobinę inaczej. Czy wszystkie osoby, które są w jakikolwiek sposób obecne w moim życiu mają wpływ na to, jaka jestem, jak mówię, co robię? Pozwolę sobie na może odrobinę niepopularną szczerość, ale to jednak odrobinę przerażająca perspektywa. Z drugiej strony, czy to, że w pewien sposób dostrajam się do osoby, z którą rozmawiam jest czymś złym? A nawet to, że chcę zrobić na kimś dobre wrażenie – czy to automatycznie musi mieć negatywne konotacje? Przecież to dowód na to, że mi zależy. Wydaje mi się, że przy każdej osobie jestem trochę inna, z każdym rozmawiam o czymś innym, każdy, kogo spotykam ma inną energię, przez co atmosfera między nami jest inna. Niektórych chcę rozbawić, innym chcę zaimponować, w relacje z jednymi chcę wprowadzić luz, z innymi rzeczowość – czy to znaczy, że w którejś z tych relacji jestem nieprawdziwa? A może we wszystkich? Czym bardziej chcę to zrozumieć i logicznie przeanalizować, tym mocniej zapędzam się w kozi róg. Czy na te pytanie istnieją w ogóle jednoznaczne odpowiedzi?

Wydaje mi się, że to zagadnienie w pewien sposób wymyka się rozumowi bo zrozumienie siebie jest kwestią czucia, emocji i wrażliwości. Dzisiejszy świat na każdym kroku powtarza nam, że musimy być jacyś, że musimy się określić, dopasować do jakiejś grupy, więc zagłuszamy swoje niepewności i nie dajemy sobie czasu na poznanie tego, jacy naprawdę jesteśmy. Nie chcesz jeść mięsa? Odnajdziesz się w pudełku z napisem wege – automatycznie nie nosisz skórzanych torebek, używasz tylko naturalnych kosmetyków i adoptujesz pieska ze schroniska. Zależy Ci na tym, żeby w pracy kobiety były traktowane tak samo jak mężczyźni – zapraszamy na demonstracje dotyczące prawa aborcyjnego, wspieraj fundację walczącą o prawa kobiet w Afryce i nie zapominaj o tym, że musisz przestać golić nogi. A może chcesz po prostu przestać golić nogi? To nie takie proste, przecież ludzie muszą wiedzieć dlaczego i wszyscy będą chcieli usłyszeć o ideologii i feminizmie. Nie zrozumcie mnie źle, mam świadomość, że pewna wspólnota poglądów jest naturalnym przedłużeniem konkretnych ideologii, ale przeszkadza mi ten element obowiązku przyjmowania ich wszystkich automatycznie i decydowania za nas w co powinniśmy wierzyć i jak się zachowywać. Świat ma dla nas gotowe ścieżki, pudełka, etykietki i rozwiązania. Bardzo trudno przyznać się dzisiaj do niewiedzy zwłaszcza, jeżeli miałaby dotyczyć nas samych. Nie tylko społeczeństwo ale też my sami od siebie wymagamy tego, że będziemy potrafili odpowiedzieć na pytania: kim jesteś, co chcesz robić w życiu, jakie są twoje marzenia, co chcesz osiągnąć (ja na przykład w życiu chcę osiągnąć spokój, ale czy wypada tak powiedzieć?)?

To są, wbrew pozorom bardzo trudne pytania. Nikt nie rodzi się z gotową listą odpowiedzi, mimo że tak właśnie mogłoby się wydawać. Już w liceum przed moimi oczami pojawiła się iluzja, że każdy, poza mną, jest wyraźnie określony, każdy, tylko nie ja, wie, co chce robić w życiu, czego pragnie, jaki jest, skąd przychodzi i dokąd zmierza. Wydaje mi się, że przy takiej presji można bardzo łatwo i nieświadomie sięgnąć po cechy, marzenia, a nawet charakter pisma kogoś, kto stoi obok tylko po to, żeby nie zostać tą ostatnią nieokreśloną, niezdecydowaną, błądzącą osobą w grupie. Po latach pracy nad słuchaniem własnego głosu budzimy się na przykład z siedmioma tatuażami, które podobały się naszemu byłemu chłopakowi, narciarstwem wpisanym w rubryce hobby, które kochał nasz tata, sztucznymi paznokciami, które uwielbiała nasza przyjaciółka i z dyplomem prawnika, o którym marzyła postać z popularnego serialu. Myśl, że w tym wszystkim nie ma najmniejszego śladu po nas samych może być mocniejsza niż wypity w weekend alkohol, którego w zasadzie wcale nie chcemy pić, ale pijemy bo wszyscy tak robią. Idąc na rozmowę o pracę musimy być przygotowani do odpowiedzi na fundamentalne pytania stanowiące o całej naszej egzystencji, a przy tym mówić pozytywnie, lekko i dopasować się do oczekiwanego wizerunku kandydata. Przecież jeżeli tak naprawdę by się nad tym zastanowić, to przecież horror.

To temat rzeka, w którym trudno o jednoznaczne wskazówki. Niemniej jednak uważam, że trzeba o tym mówić – może młodzi ludzie w końcu zrozumieją, że wcale nie muszą określać siebie w wieku 18 lat, bo inni, mając nawet 32 lata mogą nie wiedzieć jacy tak naprawdę są. Uważam, że warto głośno mówić o tym, że to są bardzo trudne pytania i to żaden wstyd przyznać się, że nie zna się na nie odpowiedzi.

Moja kolejna refleksja jest powrotem do mianownika, który wraca do mnie ostatnio prawie przy każdym problemie: świat nie jest czarno-biały, ma wszystkie odcienie szarości. Nie ma czegoś takiego, jak bycie na 100% sobą, jak zawsze bycie sobą niezależnie od okoliczności, jak zupełny constance naszego zachowania i upodobań. Przecież czasami udajemy nawet sami przed sobą (tylko jeden odcinek, tylko jeden kawałek pizzy, wcale jej nie zazdroszczę, wcale nie uważam, że jestem lepsza), więc nie ma takiej siły w tym wszechświecie, żeby chociaż odrobinę nie udawać przy innych, zwłaszcza przy ludziach, z którymi nie czujemy się swobodnie i bezpiecznie. Z drugiej to wcale nie musi być nic bardzo złego. Nie ma sensu czuć się przez to źle, bo często to automatyczne działanie, które nie daje nam pola do decyzji, wyboru i filtrowania swojego zachowania. Ważne, żeby być na to uważnym i nawet post factum, wieczorem przed spaniem spojrzeć na te momenty z dystansem. Ta świadomość co i dlaczego robimy potrafi naprawdę automatycznie zmieniać nasze życie.

Bardzo bym chciała żeby 10, czy 15 lat temu ktoś powiedział mi, że wcale nie muszę od razu wszystkiego o sobie wiedzieć, że nie muszę wiedzieć, kim chcę być, kiedy dorosnę, że nie muszę się wstydzić tego, że w zasadzie obojętnie mi, co będę robić, jeżeli będę szczęśliwa, że to żaden obciach mieć małe marzenia zamiast tych ogromnych (nigdy nie marzyłam o wielkiej karierze zawodowej, ale o tym, żeby zjeść kluski w Rzymie już tak). Co więcej, uważam że to żaden wstyd nadal szukać siebie w wieku 30 lat. Ważne, żeby słyszeć i uczyć się rozumieć swoje dylematy, wątpliwości i obawy, a wtedy z każdym dniem będziemy coraz mocniej czuli, co jest dla nas naturalne, co jest nasze.

PS. Mam ogromną nadzieję, że to nie tylko mój kryzys tożsamościowy i ktoś z was też zastanawiał się nad podobnymi problemami.

 

7 myśli na temat “Zachowuj się naturalnie, a wszystko będzie dobrze.

  1. Ten tekst jest dla mnie bardzo… pocieszający. Możliwe, że ja też przechodzę kryzys tożsamościowy, możliwe, że wręcz przeciwnie – to inni, nie my, boją się dojść do wniosków, do których dochodzisz w tym tekście. W każdym razie, jesteś ode mnie trochę starsza, i przez to czuję się lepiej z moimi pytaniami – bo daję sobie więcej czasu, nie spieszę się gorączkowo, stawiam na jakość, a nie na odpowiedź na już. Też żałuję, że kilka lat temu nikt nie pokazał mi świata w ten sposób, ale może chodzi o to, żeby jednak dojść do tego samemu. Nie wiem jeszcze.

    Polubienie

  2. Natalko, czytając ten tekst czuje się jakby ktoś przepisał wszystkie myśli, które gromadzą się w mojej głowie od dłuższego czasu. Mam 19 lat, dopiero rozpoczęłam studia i każdy mówi mi, że to powinien być mój najlepszy czas w życiu, a zamiast tego, cały stres związany z obecnymi zmianami oraz zbyt duża skłonność do analizy przeszłości spędzają mi sen z powiek. Wydawało mi się, że dobrze uczę się na błędach i nie boje się próbować, przez to zawsze działam w zgodzie z sobą. Paradoksalnie nagle teraz czuje się jakbym przez poprzednie lata nie żyła tak jak powinnam, nie wybrała najlepszych rozwiązań i ludzi. Tak bardzo ważne było dla mnie „kreowanie siebie”, że przestałam czerpać przyjemność ze spontaniczności. Przekombinowałam i nie wiem ci dalej, boje się tego ci mnie czeka, bo wygląda na to, że wiecznie będę się rozczarowywać samą sobą. Takie zapytania, o to „kim jestem?”, na tym etapie życia na jakim jestem są uważane, za „normalne” i akceptowane przez wszystkich. Przecież teraz wkraczam w tą przysłowiową „dorosłość” i wszystko wydaje mi się nowe.
    Dobrze jest przeczytać, że takie zachwiania mogą pojawić się w każdym momencie, niezależnie od tego co mamy za sobą i ile mamy lat. Po prostu czuję, że muszę spróbować polubić to zwątpienie i jakoś je oswoić, zamiast wpadać w panikę i stać w miejscu. Szczególnie pokrzepiające dla mnie jest to, że właśnie TY jesteś autorką tego tekstu. Od dawna obserwuję Cię na instagramie z zachwytem, a teraz przekonałam się, że twoje życie nie jednostajne, i moje też nie musi być(przynajmniej nie powinnam to tego dążyć). Dużo różnych kwestii poruszyłaś w tym poście, dlatego ciężko mi się odnieść do każdej z nich bez tworzenia referatu 😉
    Dzisiaj trafiłam w internecie na taką myśl, chyba doskonale pasuje do tego tematu:

    Too many young people being pressured to have their life together, instead of just enjoying it.

    Polubienie

  3. Natalio, pięknie i mądrze piszesz. Przemawia przez Ciebie wiek😉 i doświadczenie. Mam 40 lat, przeżywam kryzys tożsamościowy as hell. Wszystko co do tej pory myślałam o sobie układając plan na przyszłość straciło na ważności. Łapie się na myśli, że mam już mało czasu, bo słuchając takiej Okuniewskiej 😜😀 wiem, że już straciłam dużo lat na podejmowanie wyzwań i przeżywanie życia na swój sposób. Ale nie chce się poddać i wybieram życie proste, skupiam się na małych przyjemnościach, odkrywam siebie na nowo. Nie zależy mi na karierze, chcę dużo wiedzieć, widzieć i myśleć 😁 być szczęśliwą każdego dnia, bo co innego mi pozostało 😉

    Polubienie

  4. Długo postrzegałam (i myślę, że nadal mam z tym problem) to za pewnego rodzaju fałsz i zakładanie wielu masek z mojej strony. Myślałam, że jestem nieszczera wobec ludzi, nie pokazując się każdemu z nich w takiej samej odsłonie. Sama czułam, że przy pewnych osobach częściej żartuję, przy innych staram się wypaść na bardziej elokwentną, a następnym zwierzam się ze spraw o którym nie wspominam poprzednim.. Można by pomyśleć, że każda z tych osób zna inną mnie, lub,
    co gorsza, że kreuje i dostrajam kolejne wersje siebie do danej osoby. Tym czasem ja wierzę w to, że jeśli moja energia rezonuje z energią drugiej osoby na poziomie jedynym w swoim rodzaju dla każdej jednej relacji, to tym samym nie możliwym jest aby zachowywać się dokładnie tak samo przy różnych osobach zachowując swobodę w relacji. Dziękuje Ci za ten tekst! Dzięki Tobie wiem, że takie zachowanie nie świadczy o moim fałszu i zakłamaniu, tylko jest naturalne.

    Polubienie

  5. Bardzo dziękuję za te kilka prostych, ale jak ważnych słów, które otwierają umysł. Ten tekst bardzo mi pomógł. Byłam zgubiona w swoim życiu i ciężko mi było się do tego przyznać, ale teraz już nie jest i nawet ta umiejętność już mi się przydała, bo na pytanie gdzie widzę siebie w firmie w której pracuje odpowiedziałam zwykłe „nie wiem, jak się dowiem dam znać”.

    To prawda szkoda, że nikt chociażby w szkole Nas nie uczył, że nie od razu trzeba wybrać drogę, którą chce się iść w życiu, niektórzy (jak ja) potrzebują więcej czasu żeby dojrzeć i podjąć decyzję.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s