@nataliakusiak

Czego nauczył mnie letni sezon randkowy

Na wstępie pragnę uspokoić wszystkich zainteresowanych: nie będzie tu żadnych danych osobowych, ani informacji wrażliwych. 

Tegoroczny powrót do sekcji randkowej tego świata przyznam, odrobinę mnie przerażał. Bycie singlem po 30-tce potrafi być traumatycznym doświadczeniem zwłaszcza w dzisiejszej rzeczywistości z całym tym dobrodziejstwem inwentarza, jakim są media społecznościowe, portale randkowe i nowoczesna elektronika. Wszystkich idealistów muszę od razu rozczarować, rzeczywistość wcale nie wyleczyła mnie ze wcześniejszych obaw. Przerobiłam wszystkie te obowiązkowe rozczarowania, smutki i złości. Niemniej jednak wczoraj doszłam do wniosku, że te ostatnie miesiące nauczyły mnie więcej niż mogłam się spodziewać. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami tymi optymistycznymi wątkami wplecionymi w fatalistyczną rzeczywistość. 

Zawsze spodziewaj się najlepszego

Wiem, to zdanie brzmi ryzykownie. Zwłaszcza tu i teraz. Może wiecie, może nie wiecie, ale większość dziewczyn, kiedy tylko zaczyna spotykać się z nowym chłopakiem, przeprowadza szeroki audyt kandydata: sprawdzają media społecznościowe, wyszukiwarki internetowe, podpytują znajomych, weryfikują wszystkie historie. To dla nich pewnego rodzaju polisa ubezpieczeniowa na stratę czasu i ewentualne rozczarowanie. Z jednej strony to rozumiem, z drugiej jednak zawsze było mi to obce. Nigdy nie sprawdzałam chłopaków, którymi byłam zainteresowana. Czy dobrze na tym wychodziłam? Absolutnie nie. Nie raz okazywało się, że osoba, w którą jestem od miesiąca emocjonalnie zaangażowana ma na przykład dziewczynę albo dziecko w drodze, ale jakoś zapomniała o tym wspomnieć. Kilka razy moja ufność mocno mnie sparzyła. Za każdym razem mocno to przeżywałam. Jednak z perspektywy miejsca, w którym jestem teraz, niesamowitą lekkością napawa mnie myśl, że po tych wszystkich doświadczeniach nadal nie straciłam wiary w ludzi. Nadal wyjściowo przypisuję innym dobre intencje, nadal chcę widzieć w nich te jasne strony. Zasada domniemania niewinności jest wspaniałym konceptem. Uważam, że otwiera nas na wspaniałe rzeczy, które mogą nam się przytrafić. Tak, jest ryzykowna, ale wolę to ryzyko niż szukanie złego. Powiem to wyraźnie: jestem niesamowicie dumna z tego, że mimo wszystkich tych kiepskich doświadczeń nadal wierzę w dobro i czyste intencje. Możecie powiedzieć, że jestem naiwna, ale ja kocham tę naiwność. 

Dziewczyna też może okazywać zainteresowanie

Dla wielu kolejne kontrowersyjne zdanie. Przyznam, że do niedawna bardzo kontrowersyjne również dla mnie. Literatura, filmy, każda inna dziedzina sztuki i popkultury od wczesnego dzieciństwa kreują w naszej, kobiecej świadomości wizję, że musimy być niezdobytą twierdzą. Nie wiem jak to wygląda w świadomości męskiej, mogę tu tylko podzielić się swoją perspektywą. Komedie romantyczne uczą nas, że czym bardziej utrudnimy chłopakowi drogę do naszego serca, tym prawdziwsze uczucie dostaniemy. Wtłaczają w nasze kobiece głowy, że to udawanie niezainteresowanej czyni z nas atrakcyjną. Co ważne, skala tego zainteresowania, które możemy okazać lub nie, jest dość krótka: 0 – 1. Nie ma niczego pomiędzy. Zero to postawienie siebie w roli tej, o którą trzeba zabiegać. Jeden to okazanie zainteresowania facetowi. które jest poniżej kobiecej godności i dumy. Nic pomiędzy. 

Nawet nie wiem od czego zacząć pisząc, na ilu różnych poziomach to po prostu głupie. Połączyłam w tym departamencie tyle różnych kropek, że to ostatnio jeden z moich ulubionych tematów do rozmowy.

Zacznijmy od wspomnianej skali. Nie wiem, kto nam sprzedał tę ideę zero-jedynkowości, ale chyba musi mieć dzisiaj spory ubaw patrząc na te nasze randkowe zmagania. Ja osobiście nie jestem może wielką fanką przejmowania całej inicjatywy przez kobiety, ale to pewnie raczej kwestia mojej wrażliwości. Jeżeli którejś z Was to odpowiada, proszę bardzo. Przyjmijmy roboczo, że ta sytuacja to 100 na wspomnianej skali. To, co było dla mnie odkrywcze, to fakt, że relacje międzyludzkie to cały wachlarz zachowań i emocji, które mieszczą się gdzieś pomiędzy 0 a 100. Nie osiągając górnych rejestrów można nadal odpisać chłopakowi na wiadomość nie odczekując dwukrotności czasu, jaki jemu zajęło odpisanie na Waszą, można napisać do niego pierwszą przez trzy dni z rzędu, można nawet zaproponować spotkanie. To wszystko plasuje się w moich nowych, komfortowych zakresach skali. Wbrew opinii panującej wśród kobiet, faceci to też ludzie. Mają swoje obawy, niepewności, mają też ego. Mimo tej roli zdobywcy, którą powinni odegrać, wcale nie jest im łatwo, kiedy po drugiej stronie widzą zero na skali. Jeżeli jesteśmy zainteresowane, a udajemy, że wręcz przeciwnie, same inicjujemy tę idiotyczną, międzyludzką grę, której wszyscy przecież mamy już dość. Grę, w której każdy musi coś udawać, coś odgrywać, wypełniać jakieś durne zadania, odczekiwać kwadrans i nie kończyć wiadomości serduszkiem, mimo że bardzo by się chciało. Czy nie moglibyśmy wszyscy jednogłośnie zdecydować o eradykacji tych durnych, towarzyskich gierek i po prostu zachowywać się normalnie? 

To, co sobie również ostatnio uświadomiłam to fakt, że ta dynamika, którą tworzymy na etapie flirtu i randek, przekłada się później na ewentualny związek. Czy sytuacja, w której to zawsze facet ma zażegnać konflikt brzmi znajomo? A ta, w której to on ma zadbać o to, żebyście zrobili coś fajnego w Waszą rocznicę? I o to, żebyście wychodzili na randki, mimo że od dwóch lat mieszkacie pod jednym dachem? Moim zdaniem to pokłosie właśnie tej idei kobiety, o którą cały czas trzeba się starać, ale ona nie musi niczego. Relacje, które tworzymy są w połowie tworzone właśnie przez nas. Jeżeli czekamy, aż ta druga strona stworzy ją tak, jakbyśmy chciały aby była stworzona, to nie wiem czego możemy się doczekać – chyba rozstania. 

Mamy 2021 rok. To już naprawdę czas na zostawienie tych konceptów rodem z romantyzmu, a może nawet ze średniowiecza w przeszłości. Teoretycznie chcemy świadomie kreować swoje życie, ale ogromna większość z nas w departamencie relacji jednak wypisuje sobie zwolnienie na to, aby je tworzyć. Wydaje nam się, że wystarczy tylko być. Dajcie sobie chociaż te 20 na skali.

Otwarta komunikacja to rewolucyjny koncept

Na koniec zostawiłam sobie mój ulubiony wątek. Jestem wręcz zakochana w tej koncepcji, która mimo iż niby oczywista, to jednak rozgościła się we mnie dopiero niedawno. Wszystkie znamy te sytuacje, kiedy nie wiadomo o co chodzi. Tu łączą się wszystkie te historie, kiedy z przyjaciółką, przy kieliszku wina rozważacie wszystkie sytuacje, zastanawiacie się, co on tak faktycznie myśli i czego chce. W takie wieczory powstaje kilka alternatywnych scenariuszy, którym później przyznaje się oceny od najmniej do najbardziej prawdopodobnych, chociaż tak realnie zupełnie nie wiemy, jaka jest prawda. Mamy z kimś codzienny kontakt, dzielimy się naprawdę osobistymi historiami, ale nadal nie wiemy, jakie po tej drugiej stronie są intencje. Zastanawiamy się, czy faktycznie jest zainteresowany, czy może tylko nam się wydaje. Zastanawiamy się, co ten ktoś o nas myśli, czy jest wobec nas szczery, albo czy zaprasza nas na koleżeńskie wyjście, czy na randkę. W mojej głowie zakiełkował więc rewolucyjny koncept: zapytam. Niby proste, a jednak przerażające, prawda? Tylko czego się boimy? Że mimo iż ktoś flirtuje z nami przez dwa miesiące, nie powinnyśmy zakładać, że ktoś jest nami realnie zainteresowany? Że dopytując o to, w jakim charakterze ktoś zaprasza nas na wspólny wyjazd wyjdziemy na tą, która zmusza kogoś do deklaracji? Przecież nie o deklaracje tu chodzi, ale o szczere nazwanie swoich myśli: jestem / nie jestem zainteresowany, interesuje mnie romans / korespondencja / koleżeństwo? Czy zastanawiałyście się kiedyś nad tym, ile energii i czasu zaoszczędziłoby nam takie jasne stawianie sprawy? A może ile relacji mogłoby się dzięki temu rozwinąć bo dalibyśmy spokój tym niepewnym domysłom i szukaniu odpowiedzi w równaniu prawdopodobieństwa? To jest tak wspaniała koncepcja! Odzywa się do Was kawaler z przeszłości z zupełnie przypadkowym komunikatem? Proszę bardzo: dzień dobry, ale dlaczego do mnie piszesz? Może odpowie, że się nudzi, widział, że jesteś wolna i myślał, że może do Ciebie przyjechać. Super – na podstawie takiego komunikatu możesz zdecydować, czy to coś, co teraz może Cię zainteresować. Napisze, że w zasadzie nie wie, jaki jest cel? Też super, to prawdopodobnie może znaczyć, że nie zmienił się przez te lata i to też może być dla Was konkretny komunikat, na podstawie którego możecie podjąć własną decyzję i nie zastanawiać się nad tym, co on tam sobie myśli. Ile było w Waszym życiu takich historii potencjalnie romansowych, może potencjalnie relacyjnych, w których musiałyście tracić czas i energię na zastanawianie się, czy i kiedy on napisze, co i dlaczego on myśli, czego chce – czy przyszło Wam do głowy, żeby go po prostu o to zapytać? 

Dzień dobry, ale w jakim charakterze jest to zaproszenie? 

Powiem Wam z doświadczenia, że jasność intencji i sytuacji potrafi niesamowicie uporządkować dynamikę nie tylko tych potencjalnych relacji, ale też po prostu Waszego codziennego życia. Myślę, że jest to koncept o tyle rewolucyjny, co tak niesamowicie normalny i prosty, że już samo wyobrażenie sobie wprowadzenia tej zasady do swojego życia może Wam mocno wyczyścić głowę. Błagam, spróbujcie!

Tak, spodziewałam się po tych wakacjach wszystkiego, co najgorsze w departamencie randkowym i trochę to dostałam, a trochę jednak zupełnie odwrotnie. To naprawdę niesamowite uczucie odwrócić się, popatrzeć na swoje dotychczasowe wybory i decyzje, popatrzeć na dzisiejsze i zrozumieć, jaką drogę przeszliście w pracy nad sobą. Uwielbiam te dni, kiedy mogę być z siebie taka dumna 🙂

fot. Nat Kontraktewicz

Podobało Ci się? Udostępnij! 

15 odpowiedzi na “Czego nauczył mnie letni sezon randkowy”

  1. wszystko super prawdziwe i na pewno warte wprowadzenia w życie 😉 od samego czytania mi ulżyło!

  2. Ja pomimo zdecydowanej większości porażek, nadal wierzę w ludzi. Ostatnio uwierzyłam, ze chłopak – z którym byłam na jednej, ale świetnej randce – ma trudny czas osobisty i potrzebuje przestrzeni. Odezwałam się więc miesiąc później, trochę plując sobie w brodę, ze to znowu ja inicjuje kontakt itp. Odpisał krótko, lecz uprzejmie. Ale czy jeśli nie zaproponował od razu spotkania, to nadal jest zainteresowany? Czy dalej mam wierzyć w dobro drugiej strony?

    1. Raz: równie dobrze może być dobry i niezainteresowany 🙂
      Dwa: chodzi właśnie o to, żeby przestać się domyślać i zapytać: „mordo, tak czy nie?” 🙂

  3. Fajnie, krótko i zwięźle napisany tekst! I bardzo się z tym wszystkim (albo ze zdecydowaną większością :)) zgadzam. Ale! :))) Przez 3-4 lata randkowania (a niestety jestem już dawno po 30-tce) wydaje mi się i myślę, że spokojnie mogłabym się nazwać niesłabą “ekspertką” od tematów damsko-męskich, tym bardziej, że zawód mój wykonywany jest dość bliski temu. I tak, jak sporo nabyłam przez te lata doświadczeń, poznałam naprawdę fajnych i wartościowych mężczyzn, mam zaliczone kwestie i koleżeństwa, i relacji dłuższych i tych nastawionych czysto na przyjemności, z pełną odpowiedzialnością mogę obecnie stwierdzić jedno – na ten moment przestałam rozumieć mężczyzn i ich zachowania, a co więcej moja wiara w coś-kiedyś jest dziś już naprawdę na granicy. Te trzy lata temu, kiedy z przyjaciółkami siedziałyśmy i omawiałyśmy konkretnych typów z randek, to ja byłam tą, która analizowała, próbowała tłumaczyć i wyjaśniać ich zachowanie (mężczyzn jako “gatunek” uwielbiam i sporo o nich wiem, pytam, rozmawiam, zwierzają mi się i mogę powiedzieć, że całkiem dobrze ich ogarniam), ale to, co ostatnimi czasy dzieje się w tym męskim świecie, zastanawia mnie już mocno i myśli o co chodzi, i co się dzieje nie odpuszczają. Muszę też tu zaznaczyć, że nie należę do “księżniczek” czekających na pierwszy ruch faceta. Nigdy nie miałam problemu z tym, by pierwsza zagadać, starać się, odezwać się i proponować. Jedynym moim grzeszkiem kiedyś (teraz już staram się tego nie robić i zazwyczaj to mi się udaje) było domyślanie się i tworzenia dziesiątek scenariuszy bez zapytania! Taaak, tak też robiłam. Ale też, jak już udało mi się zapytać, to niestety niewiele to zmieniało – przeważnie odpowiedź rozmijała się z tą moją oczekiwaną :). Muszę też tutaj zaznaczyć drugą kwestię, otóż całe moje tinderowo-randkowe doświadczenie odbiega trochę od takich doświadczeń moich koleżanek bliższych czy dalszych, ale to już kwestie osobiste, więc nie do pisania tutaj. Ale do sedna. Tak, jak wspomniałam, po tych wszystkich latach różnego typu akcji, stwierdzam, że rozumiem mężczyzn coraz mniej i zauważam (nie tylko ja!), że takie kwestie, jak: brak lub rzadka inicjatywa, brak odzewu i ghosting (klasyk!), odzywanie się wtedy, kiedy im pasuje, brak lub niechęć (i notoryczny brak czasu!) na jakiekolwiek propozycje spędzenia czasu/spotkania/randki, małe i minimalne zaangażowanie, rezygnacja i co najważniejsze – niechęć do tworzenia czegokolwiek na dłużej (gdzie ja sama, w przeciwieństwie do moich dziewczyn, mam dość otwarte i specyficzne do tego podejście) – mężczyźni po prostu nie chcą tworzyć czegoś na dłużej, nie chcą związków, chcą relacji krótkotrwałych, bardziej bądź mniej angażujących. I co więcej, co zauważyła moja ostatnia rozmówczyni, mężczyźni zrobili się na tyle wygodni, że wydaje się, że teraz to oni wręcz oczekują tego pierwszego kroku od nas! Nie że my też możemy ten pierwszy krok wykonać, tylko, że jeśli my tego nie zrobimy, to nasza strata – któraś tam w końcu pierwsza się odezwie, a on nie będzie przecież tracił czasu i wysiłku na to. Albo! To ja po prostu tak trafiam! No i moje dziewczyny. I znajome, z którymi miałam okazję rozmawiać. Bo inni jakoś kogoś znajdują, i to dość szybko! 🙂 I tak na sam koniec tego mojego wywodu. Na ten moment wiem i nauczyłam się trzech rzeczy. 1 – Jeśli ktoś będzie chciał to się odezwie – nie odzywa się tzn, że nie chce, proste. 2 – Nie wiesz – zapytaj!. 3 – Dystans to podstawa, duży dystans.
    Moje zapatrywanie się na kwestie randkowania i relacji damsko-męskich, pomimo tego, że już mało pozytywne, to tak, jak mówisz, życie ma fajnego to do siebie, że nadal potrafi być inspirujące, zaskakujące i może tyle nauczyć! Wszystkie te lekcje mnie czegoś nauczyły i były po prostu wartościowymi doświadczeniami. To znaczy, nadal są, bo założyć ręce i czekać na cud, się nie da 🙂
    Temat rzeka i można tak bez końca.

  4. Chciałabym miec w sobie tyle optymizmu dotyczącego wiary w ludzi. Jestem jeszcze chwilę przed 30, ale już tyle razy naiwnie wierzyłam w czyste intencje, ze nie wyobrazam sobie kolejnego pakietu zaufania. Za bardzo się boje rozczarowania, jednak mam nadzieje ze kiedys spojrze na to z dystansem i znowu uda mi sie pomyslec tak jak Ty 🙂

  5. Świetny wpis! Mądrze piszesz o jasnym wyrażaniu swoich uczuć i klarowności w komunikacji – mam wrażenie, że zaoszczędziłoby to każdemu mnóstwo czasu, nerwów i rozczarowań. Z drugiej strony jednak takie oczekiwanie od kogoś miłosnych deklaracji i życie w nadziei na związek jest swojego rodzaju zrzucaniem odpowiedzialności na drugą osobę. To coś w stylu: “No to po co on do mnie wypisuje skoro nie interesuje go związek, przez niego tracę czas! Mógłby sprecyzować swoje zamiary”. No tak, ale ty również masz coś do gadania w tej “relacji”, a jak nie spytasz, to odpowiedź zawsze będzie brzmiała “nie”. 🙂 To od ciebie zależy, co wybierzesz. Pozdrawiam!

  6. Niezły wpis, odżyły wspomnienia 🙂 Też spędziłam pewien czas mojego życia na intensywnym randkowaniu, a że zaczynałam przed trzydziestką, na nowym terenie, bez żadnego doświadczenia w tej damsko-męskiej dżungli, było ciekawe. Oto moje wnioski z procesu (zakończonego “upolowaniem męża”, a więc poniekąd sukcesem): 1. zapomnij o wszystkich durnych komediach romantycznych, jedyny film zawierający realną poradę randkową to: “Kobiety pragną bardziej”. Wynika z niego prosta zasada: jeżeli po chłopcu nie widać, że lubi z tobą przebywać i że ma ochotę na kolejne spotkania, zapominamy o nim i idziemy dalej. Skoro nawet Twoja dalsza koleżanka albo kolega z byłej pracy ma czas co jakiś czas napisać/zadzwonić, to tym bardziej tego należy oczekiwać od faceta, który się Tobą zainteresował. (spędziłam X lat zastanawiając się co on chce powiedzieć tym, że się do mnie nie odzywa, szkoda czasu!) 2. Zmieniłam podejście do randek, które same w sobie mnie stresowały, czułam się na nich bezwzględnie oceniana i to głównie pod kątem fizycznym. To wpływało na moje zachowanie, byłam spięta i chyba nie do końca sobą. Pomyśl, że od tej pory to nie randka z chłopakiem, to spotkanie z nowym człowiekiem! Ciekawym, nieznanym człowiekiem, którego fajnie będzie poznać, niezależnie czy wyjdzie z tego jakakolwiek relacja. Lifechanging hack for me! Okazywanie człowiekowi prawdziwego zainteresowania jego osobą, opowiadanie mu swoich dziwnych i śmiesznych ludzkich przeżyć bez stresowania się „co on sobie o mnie pomyśli” zupełnie zmienia poziom kontaktu z drugim człowiekiem. 3. Możesz chodzić na randki dla samych randek, nie musisz czuć do chłopaka wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia. Wydaję mi się, że dziewczyny (i ja kiedyś) są bardzo wybredne już na samym wstępie i odrzucają każde zaproszenie od faceta niebędącego Tomem Hardym. Więcej luzu w gaciach! Dzięki chodzeniu na różne randki z różnymi ludźmi przyzwyczaiłam się do tego „sportu”, przestałam się przesadnie przejmować ich efektami i nagle zaczęły przychodzić same sukcesy. Byłam już też bardziej wyluzowana, kiedy spotkałam mojego idealnego faceta: nie naciskałam na szybkie wyznania, wybaczałam drobne potknięcia na wstępie, nie przypisywałam mu w wyobraźni złych intencji (moje grzechy z przeszłości) i po prostu randkowałam z fajnym człowiekiem.

  7. Chciałabym, żebyś napisała (bądź przeprowadziła dyskusję na insta) coś o introwertycznym otwieraniu się na randki. W rzeczywistości – jak wiadomo – introwertyk ma jeszcze w pakiecie jakieś osobiste przeżycia, często negatywne. W moim przypadku wszystko zebrało się do kupy i wystraszyłam się spotykania z facetami, otwierania się, bo jeśli tacy nie będą w stanie zrozumieć, to będzie to tylko kolejny pocisk wystrzelony w powietrze :/ byłabym wdzięczna za takiego typu wpis- pocieszacz, bądź cokolwiek, co podbuduje 😉

  8. Od blisko trzech lat eksploruję koncept otwartej komunikacji w relacjach, i polecam całym sercem! It’s a game changer.

    @Natalio, gdy czytam o miejscu, w którym jesteś to uśmiecham się w środku. Niewiele o Tobie wiem, ale czuję, że to dobre miejsce. Z dużą dawką mądrości, osadzenia i dbałości o siebie samą.

    Wszystkiego dobrego!

  9. Dla mnie otwarta komunikacja to tez odkrycie tego roku. Wiele lat spedzilam zastanawiając się i tłumacząc cudze milczenie milionem skomplikowanych teorii. Ostatnio zaczęłam spotykać się z kimś, o kim po pierwszym spotkaniu pomyślałam „to ten”. Jednak mimo podtrzymywania kontaktu z jego strony sprawy długo stały w miejscu. W końcu zapytałam „Typie, o co Ci w ogóle chodzi?”. Powiedział mi o swoich obawach i sprawy ruszyły z kopyta 😉 potem usłyszałam, ze ta bezpośredniość była super. Polecam!

  10. Jako 26-letni facet, po raz kolejny czytając Twój wpis odnoszę wrażenie, że jakby więcej kobiet miało podobne podejście do spraw sercowych jak Ty – wokół nas byłoby dużo więcej szczęśliwych związków i szczerych uczuć. Mimo, że od kilku lat jestem singlem i właściwie straciłem nadzieję – takie osoby jak Ty sprawiają, że jednak ten malutki „płomyczek” nadziei jeszcze troszkę się tli 😉

Możliwość komentowania została wyłączona.

Czytaj więcej

Jeszcze jest nadzieja!

Czy wiedzieliście, że w 2018 r. daniem najczęściej zamawianym przez aplikację Uber Eats w Krakowie był wegański kebab z Vegab? I nie mówimy tylko o

CZYTAJ WIĘCEJ »

Która ja to prawdziwa ja?

Budowanie świadomości tego kim i jakie jesteśmy to żmudny proces pełen niespodziewanych zakrętów. Często robimy krok do tyłu tylko po to, aby zrobić dwa do

CZYTAJ WIĘCEJ »

Wszystkiego najlepszego Natalka!!!

STO LAT!!!

dużo miłości i pordóży!

życzą Pati i Dominik