@nataliakusiak

Dios mío, czyli jak zwiedzać Hiszpanię

Kto z nas nie kocha road tripów? Popkultura wykreowała wokół tej formy podróżowania prawdziwą magię, której każdy z nas chociaż raz w życiu chce doświadczyć. Przyznam, że ja nawet trochę uzależniłam się od tego ciągłego ruchu, adrenaliny i nowych doświadczeń. Wakacje, które polegają na spędzaniu czasu w jednym miejscu są dla mnie teraz zwyczajnie trudne. Średnio po dwóch dniach relaksu w mojej głowie pojawia się myśl o tym, co mogłabym zobaczyć, ale nie oglądam, co mnie omija. Zdrowe? Nie do końca. Niemniej jednak ekscytujące. Pozwólcie zatem, że wprowadzę Was w ten świat za rączkę. Może też go pokochacie?

Dlaczego Hiszpania? Bo nic o niej nie wiedziałam. Patrząc na mapę zamieszczoną w szkolnym podręczniku zrozumiałam, że mimo iż byłam w tym mieście kilka razy, to nie wiem nawet gdzie leży Barcelona (już wiem). Zrozumiałam, że odhaczanie kolejnych kierunków tylko po to, aby powiedzieć, że gdzieś się było już zupełnie nie jest moje. Chciałam wsiąknąć w jeden kraj najmocniej, jak się da w czasie wakacji. Nie zawiodłam się. To piękny, niesamowicie różnorodny kraj, do którego nie trzeba lecieć przez pół świata. Cudowni, bardzo kontaktowi ludzie. Dzisiaj podzielę się z Wami tym, co w mojej opinii warte jest Waszej uwagi, jeżeli i Wam marzy się taka trasa.

Nie podchodźcie do tematu zbyt ambicjonalnie, nie planujcie zjechania całego kraju przy okazji jednej podróży. Nie bądźcie jak ja. 

Hiszpania jest nie tylko duża, ale są takie regiony, które mają naprawdę wysoką gęstość pięknych miejsc na kilometr kwadratowy. Nie warto więc gnać na złamanie karku tylko po to, aby wszystko załatwić za jednym razem. Zróbcie to na miło, zróbcie to na przyjemnie, dajcie sobie odrobinę wolności. 

Nie wypożyczajcie najtańszego samochodu. Wiem, mnie też zawsze kusi Fiat Panda, ale Hiszpania to dużo górek, stromych, wąskich uliczek, duże odległości i inne tego typu atrakcje. Naprawdę warto więc zainwestować w coś lepszego, może nawet w automacie. Po co się stresować? 

Darujcie sobie płatne autostrady: są nudne i drogie. Na lokalnych drogach można momentami rozwinąć szaleńczą prędkość do 120 km/h i wszyscy jeżdżą zgodnie z przepisami, ale za to możecie zatrzymać się w każdym pięknym miejscu, a po drodze będzie ich sporo, obiecuję. 

Duże hiszpańskie miasta są ogromne. Te, które na mapie wydają się małe, zazwyczaj są duże. Warto brać to pod uwagę. My postanowiłyśmy wszędzie tam, gdzie się da, celować w mini miasteczka i wioski. Opłaciło się. Takich lokacji będzie dotyczył ten poradnik, ostrzegam. 

Nie wiem jak potoczą się losy naszej planety, ale jeżeli planujecie swoje wyjazdy na czasy okołopandemiczne, to sprawdzajcie wszystkie atrakcje, które wpisujecie na swoją listę: do większości trzeba zrobić wcześniejsze rezerwacje, często nawet na te popularniejsze plaże. 

Kolejny równie istotny temat to jedzenie. Jeżeli jecie wszystko, prawdopodobnie będziecie zachwyceni. Jeżeli tak jak ja, staracie się jeść wegańsko, ta przygoda będzie trudna, ostrzegam. Zacznijmy od tego, że w Hiszpanii ryba to nie mięso, więc wszystkie wege kanapki z założenia mają w składzie tuńczyka. Można zawsze poprosić o to, aby go nie dokładali, ale to już wymaga znajomości jednego zdania w lokalnym języku. Z dalszej oferty są papryczki pimientos de padron (bardzo polecam), ale tu też zdarza się, że z jakiegoś bliżej niezrozumiałego dla mnie powodu dorzucą do nich kawałek szynki. W sekcji pewniaki są ziemniaki (na różne sposoby, ale często wytarzane w majonezowym sosie) i chleb. Czasami można trafić na lokale, w których do tego chleba serwuje się awokado. Poza tym, powodzenia!

Mądry Polak po szkodzie. Dzisiaj podzieliłabym tę Hiszpanię na dwa wyjazdy: północ i południe. Obie strony mają dużo do zaoferowania, a różnią się od siebie bardzo mocno. Centrum kraju jakoś specjalnie mnie nie ujęło. Słyszałam, że wszystko przez to, że ominęłam Madryt, ale tam można chyba wybrać się na jakiś przedłużony weekend. Nie ma sensu drążyć. 

Południe Hiszpanii jest suche i gorące. Zdecydowanie lepiej wybrać się tak o innej porze roku niż ja. Temperatury momentami przekraczały 40 stopni, a to za dużo nawet dla mnie. Naszą podróż rozpoczęłyśmy kierując się z Barcelony na południe. Pierwszym punktem było miasteczko Margalef – wyglądało na wymarłe, ale budynki wtulone w nagie skały były arcyciekawe. 

Dobrym strzałem okazały się też okolice Alicante czyli Calp ze słynnym, różowym budynkiem Muralla Roja, w którym można wynająć mieszkanie przez Airbnb, Benidorm, który może być rajem dla fanów dziwnej, czy niejednoznacznie uroczej architektury. W międzyczasie możecie zajrzeć też do nadmorskich Denia i Javea – mniejsze i spokojniejsze. Ceny hoteli na Costa Blanca nie należą do najprzystępniejszych, co postanowiłyśmy oszukać kierując się do górskiego Polopu. To niepozorne miasteczko na wzgórzu skradło moje serce. Przez Airbnb możecie znaleźć domy i mieszkania, które są znacznie tańsze niż te typowo nadmorskie, ale co ważniejsze biją je na głowę urokiem i atmosferą. Podzielę się z Wami moją perełką, chociaż wiem, że to prawdopodobnie oznacza, że nie znajdę tam więcej wolnego terminu, trudno. Nic tylko pojechać tam na 3 tygodnie i pisać – oto link.

Darujcie sobie różowe jezioro w Torrevieja, darujcie sobie Kartagenę. Lepiej zrobicie, jeżeli pojedziecie prosto do Cabo de Gata. Ten skrawek nadmorskiej zieleni jest bardzo przyjemny. 

Kolejnym fajnym punktem na trasie jest andaluzyjski Guadix. To miejsce, które słynie z tego, iż część osób nadal mieszka tam w tradycyjnych jaskiniach. Oczywiście przemysł turystyczny szybko to podłapał i w okolicach otworzyło się kilka hoteli, które oferują nocleg w prawdziwej cuevie. Ja zatrzymałam się w okolicy miasteczka Baza

Dalej czeka Was najpiękniejsza, moim zdaniem, część Andaluzji czyli wszystko, co między Rondą a Tarifą. Ronda to absolutnie punkt obowiązkowy: miasto, ale z duszą. Bardzo przyjemnie pospacerować sobie wąskimi uliczkami. Puente Nuevo wygląda na żywo tak dobrze, jak na zdjęciach. W okolicy jest kilka białych, górskich miasteczek wartych spaceru lub śniadania: Genalguacil, Algatocin, Gaucin (bardzo polecam Hotel La Fructuosa), Setenil de las Bodegas. Jest też niebieskie miasteczko z figurami smerfów – Juzcar. Jeżeli ktoś za historię o tym, jak, kto i kiedy wpadł na taki pomysł, to bardzo proszę o kontakt. I w końcu Tarfia – to najdalej wysunięty na południe punkt Hiszpanii. Miasteczko wygląda jak połączenie portugalskiej Ericeiry z Marakeszem. Idealny kierunelk dla wszystkich pływających na kite surfingu: wieje cały czas. To zdecydowanie jedno z tych miejsc, w których chciałabym zostać na dłużej. 

Północ Hiszpanii to już zupełnie inna historia: znacznie mniej turystyczna, z łagodniejszym klimatem, w mojej opinii lepszym jedzeniem (jeżeli oceniamy jakość ziemniaków) i świetnym winem. W Galicji prawie nie ma zagranicznych turystów. To kierunek popularny wśród mieszkańców Hiszpanii: zielony, spokojny, niezatłoczony. Ale co najważniejsze: ze świetnymi warunkami na surfing. Ja na swoje wojaże wybrałam plażę Razo i niczego nie żałuję: bardzo szeroka plaża, dobre warunki do nauki, spokojnie. Jeżeli będziecie w okolicy, koniecznie zajrzyjcie do Santiago de Compostela. To miasto z niesamowitą historią pielgrzymkową sięgającą czasów średniowiecza. Nie wiem, czy znacie historię Camino de Santiago, czyli właśnie tradycji pielgrzymek pieszych w tej części Hiszpanii, ale dla mnie to bardzo ciekawe. Starówka miasta wygląda trochę tak, jakbyśmy nagle przenieśli się do Szkocji, a dzięki tym międzynarodowym wpływom jedzenie jest zdecydowanie lepsze. Znajdują się tam nawet dwie restauracje z gwiazdkami Michelin. 

Nie stresujcie się też tym, że nagle przestaniecie rozumieć karty w restauracjach: tu często spotyka się język galicyjski. 

Jeżeli z Razo kierowalibyście się na wschód, po drodze macie trzy, totalnie warte uwagi plaże (a trochę tych plaż w życiu widziałam): As Catedrais, Silence Beach i  Playa de Cue. W ten sposób powoli dojedziecie do przepięknej Asturii. Tam koniecznie Luarca i Cudillero, które nazywam Positano dla ubogich, ale mówię to z szacunkiem. Później czeka na Was Kraj Basków, który absolutnie wielbię. Bilbao to chyba jedyne duże miasto, do którego chciałabym wrócić. Coś ciekawi mnie w tej baskijskiej historii (chociaż nie jest to wnętrze Guggenheim Museum). W San Sebastian koniecznie pójdźcie na najlepszy sernik świata (La Vina). 

Wszystkim poważnie zainteresowanym zaplanowaniem takiej wycieczki udostępniam swoją mapę. Jest tam sporo może trochę przypadkowych punktów, ale kto wie, może spotka Was tam coś cudownego.

Hiszpania okazała się być wszystkim tym, czym myślałam, że nie jest i odwrotnie. Mam nadzieję, że moje wskazówki pomogą Wam planować swoje wyprawy. Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam do sekcji komentarzy.

Podobało Ci się? Udostępnij! 

Jedna odpowiedź do “Dios mío, czyli jak zwiedzać Hiszpanię”

  1. Hej!
    Bardzo ciekawy wpis 🙂 Hiszpania wydaje się być niesamowita, nie sądziłam że poza Barcelona są tam takie perełki. Chciałam zapytać o kwestie języka. Widziałam kiedyś na insta, ze podjęłaś się nauki hiszpańskiego, może zdradzilibyś gdzie się uczysz ? 😅Chciałabym zacząć w tym roku i szukam czegoś sprawdzonego. Wielkie dzięki z góry za odpowiedź!

Możliwość komentowania została wyłączona.

Czytaj więcej

mural

Weekend na Pradze

Dzisiaj Praga jest modną i ciekawą dzielnicą Warszawy, chociaż nie zawsze tak było. Ostatnie lata bardzo zmieniły jej oblicze i właśnie dlatego chcę zabrać Was

CZYTAJ WIĘCEJ »

Wszystkiego najlepszego Natalka!!!

STO LAT!!!

dużo miłości i pordóży!

życzą Pati i Dominik