@nataliakusiak

Tofu z makaronem “jak z restauracji” (nazwa robocza)

Moje domowe gotowanie jest super, nie zamierzam go deprecjonować, ale jednak w większości jest właśnie takie domowe. Znacznej części z tych wymyślanych a kolanie dań nie można byłoby wpisać do karty nawet przeciętnej restauracji. Ale jednak w końcu skomponowałam coś, z czego jestem dumna i sądzę, że tego dania nie powstydziłaby się żadna knajpa (nie wyszło za skromnie, ale co tam). Nie jest to może rzecz do przygotowania w jednym garnku, ale uważam, że się opłaca.

Składniki:

  • kostka tofu (najlepsze będzie twarde, zwarte tofu, nie takie miękkie ze specjalistycznych, azjatyckich sklepów, tylko takie chamskie nawet z Biedronki w wersji classic czyli niewędzone),
  • makaron asian style (soba, zielony ze spiruliną jak u mnie albo ryżowy),
  • pół główki czosnku (nie ma co żałować),
  • 2 dymki albo jedna mała biała cebula,
  • 1/4, nawet 1/3 szklanki jasnego sosu sojowego,
  • tyle samo wody,
  • mała garść grzybków shitake (nieobowiązkowo),
  • kapusta pak choi,
  • garść zielonej fasolki, fasolki szparagowej, ewentualnie groszku cukrowego (w aktualnych warunkach trzeba być kreatywym),
  • dwa płatki nori (element nieobowiązkowy, ale dodaje fajnego, morskiego zapachu),
  • olej sezamowy,
  • sezam.

Tofu kroimy w kostkę i smażymy na dowolnym oleju (ja używam rzepakowego – przy wiecznie zmieniających się doniesieniach o tym, co zdrowe, a co nie, ta opcja wydaje mi się bezpieczna).

Równocześnie w małym garnku w osolonej wodzie podgotowujemy fasolkę. Siekamy drobno czosnek i cebulę. Większość będzie podstawą sosu do tofu, ale łyżkę wrzucamy na olej sezamowy do woka. Jak tylko się zarumienią dodajemy warzywa czyli w tym wypadku pak choi i podgotowaną fasolkę, ale pamiętajcie, że to tylko sugestia. Możecie też dodać coś, co akurat macie w lodówce i wydaje się wam, że będzie pasowało. To też moment na dodanie glonów nori, jeżeli akurat zalegają w którejś szufladzie.

Na drugiej patelni podsmażamy całą resztę cebuli i czosnku. Zalewamy go sosem sojowym i wodą i dorzucamy do tego grzybki shitake. To docelowo ma być nasz sos, kiedy płyn się zredukuje, a grzybki zmiękną. Jeżeli będzie taka potrzeba, możecie po prostu dolać odrobinę wody. Na sam koniec wrzucamy do sosu na patelnię przysmażone tofu, żeby trochę się podgrzało.

Na osoloną wodę wrzucamy makaron i gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Te typu makaronu, które wymieniłam w składnikach generalnie gotują się bardzo sprawnie, więc bądźcie czujni.
Całość podajmy na płaskim talerzu i posypujemy ziarenkami sezamu. Jeżeli będziecie mieć czas go wcześniej uprażyć to ekstra, ale ja nigdy nie czytam przepisów przed ich realizacją, więc takie informacje potrafią mnie zaskoczyć.

 

IMG_5558

Podobało Ci się? Udostępnij! 

2 odpowiedzi na “Tofu z makaronem “jak z restauracji” (nazwa robocza)”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Czytaj więcej

mural

Weekend na Pradze

Dzisiaj Praga jest modną i ciekawą dzielnicą Warszawy, chociaż nie zawsze tak było. Ostatnie lata bardzo zmieniły jej oblicze i właśnie dlatego chcę zabrać Was

CZYTAJ WIĘCEJ »

Wszystkiego najlepszego Natalka!!!

STO LAT!!!

dużo miłości i pordóży!

życzą Pati i Dominik