@nataliakusiak

Za co jestem wdzięczna pandemii czyli dobre strony izolacji (tak, są takie)

Przyznaję: psychicznie wcale nie było mi łatwo przez te ostatnie dni. Czułam dużo złości w związku z tym, że nie mogę realizować swoich projektów, mam szlaban na prawie całą dotychczasową kreatywną pracę i jakby tego jeszcze było mało, na dokładkę urodziny w areszcie domowym. Wydawało mi się, że mój rozwój stanął w miejscu, że każdy dzień to taka egzystencja pozbawiona jakiejkolwiek siły twórczej i pozbawiona większego sensu: pić, jeść, spać. Byłam zła, niezadowolona, sfrustrowana i smutna. Nie mogłam nawet pisać bo wydawało mi się, że nie przeżywam niczego wyjątkowego, mimo że przecież cały świat znalazł się z dnia na dzień w zupełnie nowej rzeczywistości. Ale to jednak mało. Mimo wszystko wiedziałam, że to nie może być tak proste w swojej bezsensowności, nauczyłam się już, że wszystko jest po coś, tylko czasami dopiero po fakcie rozumiemy o co chodziło. Chcę dzisiaj podzielić się z Wami tym, jak zaczęłam myśleć o tym nowym świecie, co się zmieniło w mojej głowie i jak teraz mi się z tym żyje.

Jeżeli obserwujecie moje codzienne relacje na Instagramie, to już pewnie zauważyliście, że teraz prawie każdy dzień zaczynam od jogi. Ćwiczę w domu z filmikami z YouTube’a (swoją drogą bardzo polecam kanał Cat Meffan). Przed apokalipsą, żeby zmotywować się do jogi, musiałam przejechać pół miasta albo i pół świata do ulubionej szkoły, znaleźć zajęcia z ulubionym nauczycielem i w ulubionym stylu. Oczywiście byłam pewna, że energia grupy jest elementem koniecznym, nie wspominając już o pięknej dużej sali i nowych ciuchach do ćwiczeń. Z tymi przekonaniami żyło się o tyle trudno, że sporą część roku spędzałam jednak w innych miastach, krajach i na innych kontynentach. Moje regularność była praktycznie żadna, ale oczywiście nie miałam na to wpływu bo w domu czy w hotelu po prostu się nie da, a jeżeli nawet by się dało, to nie ma to sensu. Bez nauczyciela obok mnie nie nauczę się niczego nowego. No więc jednak okazuje się, że się da. Da się ćwiczyć, da się regularnie, da się samemu, da się w domu i da się rozwijać. Ta poranna godzina na balkonie stała się moją ulubioną częścią dnia. Pokochałam instruktażowe filmy na YouTubie i zobaczyłam, że jeżeli wkładam w to serce i zaangażowanie, stopniowo wchodzę w pozycje coraz głębiej, a moje mięśnie każdego dnia stają się odrobinę mocniejsze. Oczywiście, myślenie o tym w kontekście “dałam sobie radę” i “wymyśliłam jak uprzyjemnić sobie ten czas” to jedno, ale ja już teraz wiem, że ten nowy nawyk, nowy poranny rytuał zostanie ze mną na zawsze. Jestem pewna, że to oficjalny koniec zasłaniania swojego lenistwa tym “nie da się” i siłą wyższą. Nauczyłam się, że da się wszędzie, da się zawsze i w każdych warunkach, a to, czy faktycznie wejdę na matę zależy tylko ode mnie. Myślę, że nie mogliśmy dostać lepszego czasu na wyrabianie w sobie dobrych nawyków, rozpracowania swoich blokad i zrozumienia własnego lenistwa. Podobnie mam z medytacją. Wiem, jakie to ważne, żeby medytować codziennie, chociaż przez 10 minut. Niemniej jednak na to też nigdy nie miałam warunków: bo trzeba wcześnie wyjechać, bo cały dzień w samochodzie, bo obok ktoś jest głośno, a jak już w końcu trafiał się spokojny dzień, to przecież medytacja raz na 10 dni wydawała mi się bez sensu – lepiej było już całkiem sobie odpuścić. I nagle świat zawirował: teraz codziennie mam wspaniałe warunki: cisza, spokój, slow life i – uwaga, uwaga – nadal jest trudno. Tu znowu trzeba spojrzeć w oczy własnemu lenistwu i skłonnościom do wybierania drogi na skróty. Przede mną do stoczenia jeszcze cała bitwa, a może właśnie długa i spokojna rozmowa z sobą samą, ale czuję, że idę w dobrym kierunku.

Inna sprawa to rzeczy, które zostały nam odebrane lub mogą nam zostać odebrane wkrótce. Na przykład takie bieganie. Oczywiście, miałam swoje fale fascynacji, momenty, kiedy byłam w stanie i nad tym pracować regularnie, ale były to klasyczne zrywy serca. Dzisiaj, kiedy wymykam się przebiec swój standardowy dystans, nie czuję już żadnego umęczenia, nie czuję, że robię to aby utrzymać, czy zbudować formę, ale to moja prawdziwa godzina wolności i czyszczenia głowy, za którą jestem wdzięczna światu. To jest właśnie to, co czuję: wdzięczność, że jestem zdrowa, mam dwie nogi i nikt jeszcze mi tego nie zakazał. Jestem wdzięczna za każdy kolejny dzień, kiedy mogę zrobić coś, co wcześniej było raczej przykrym obowiązkiem. To naprawdę niesamowite uczucie.

Mam wrażenie, że ten mechanizm będzie działał w bardzo wielu sytuacjach. Na razie mogę sobie niestety tylko wyobrażać, jak to będzie, ale myślę, że kiedy to wszystko się skończy, spotkanie ze znajomymi na lunch w restauracyjnym ogródku stanie się, przynajmniej na jakiś czas, czymś bardzo, bardzo wyjątkowym. Rzeczywistość przyzwyczaiła nas do tego, że pewne rzeczy są oczywiste, że są nam dane raz na zawsze, że nam się należą. Żyjąc tu, gdzie żyjemy na takim poziomie, na jakim żyjemy, nie myślimy na co dzień o tym, ile z tych oczywistości wcale nie są takie oczywiste w krajach o trudniejszej sytuacji ekonomicznej lub politycznej. Żyliśmy w przeświadczeniu, że nasza rzeczywistość nam się należy i jest stanem wyjściowym. Jak się okazuje wcale nie jest. To dość drastyczna pomoc w odczuwaniu większej wdzięczności za wszystko, co nas otacza, ale te delikatniejsze metody po prostu się nie sprawdzały. Wdzięczność jest jedną z najpiękniejszych emocji – myślę, że czeka nas jej sporo w tym roku.

Mam jeszcze jeden temat: związki. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy relacja, w którą wchodzicie ma szanse być tą właściwą (cokolwiek to dla was znaczy)? Wszyscy dostaliśmy przyśpieszony sprawdzian z tego przedmiotu. Nie tylko przebywamy ze sobą więcej niż wcześniej i bardziej intensywnie, ale również chcąc nie chcąc odcięliśmy wiele fajerwerków, które dużo zasłaniały. Dla jednych były do wspólne podróże, dla innych może imprezy, spotkania ze znajomymi, praca. Teraz wszystko zostało nagie. Nie ma lepszych warunków do tego, aby zobaczyć wszystko jak na dłoni.

A co ze znajomościami, które wydawały nam się fajne, ciekawe, może nawet bardzo istotne? Ile z nich przetrwa tę próbę? Ilu relacji potrzebujemy tak naprawdę w naszym życiu? Z iloma osobami nie za bardzo mamy o czym rozmawiać, kiedy odejmiemy plotki i bieżące wydarzenia towarzyskie? Ile takich iluzji teraz się rozpłynie? Jeżeli będziemy słuchać siebie wystarczająco uważnie, zostanie przy nas tylko to, co realnie znaczące i ważne.

Jest jeszcze nauka. Oczywiście większość z nas fantazjowała sobie przez całe życie o tym, czego by się nauczyli, gdyby mieli odpowiednio dużo czasu. Moja lista miała chyba kilka stron. Marzyłam o wszystkich obcych językach. W połowie marca przeszłam nawet przez etap podcastów z włoskim. Koniec końców okazało się, że te języki to wcale nie jest to, a tym, czego tak naprawdę chcę się nauczyć jest wegańskie, proste gotowanie. Spędzam w kuchni kilka godzin dziennie z uśmiechem na ustach i wiem, że zakończę tę izolację z gotową książką kucharską w kieszeni (no może nie dosłownie). Czy zrobiłabym chociaż dwa kroki na tej drodze, gdyby nie dzisiejsze okoliczności? Nie sądzę. Czy jestem zachwycona nowymi umiejętnościami? Oczywiście.

Wiem, że to bezprecedensowo trudne warunki dla nas wszystkich. Wiem też, że miliony osób są teraz w znacznie trudniejszej sytuacji niż ja. Niemniej jednak każdy z nas ma tu do przerobienia własną lekcję. Najważniejsza wydaje mi się właśnie zmiana podejścia i wypracowanie takiego podejścia, dzięki któremu nie będziemy pogrążać się w żalu i rozpaczy, a właśnie spojrzymy na jasne strony rzeczywistości, w jakiej się znaleźliśmy. Dzielę się tym z wami, bo jesteśmy w tym razem i wzajemne wsparcie jest teraz czymś za co czuję gigantyczną wdzięczność niezależnie od tego, czy mowa o słowach, przemyśleniach czy misce zupy od sąsiadki.

IMG_5427
by @myartuse

Podobało Ci się? Udostępnij! 

10 odpowiedzi na “Za co jestem wdzięczna pandemii czyli dobre strony izolacji (tak, są takie)”

  1. Myśle, że to wpis do prywatnego pamiętnika. Pisanie o tym, za co jest się wdzięcznym pandemii, gdy miliony tracą bliskich, chorują lub tracą oszczędności życia jest niestety na chwile obecna nie na miejscu i może zostać odebrane jako brak empatii.

    1. Zgadzam się w 100% z Twoim komentarzem. Nie widzę żadnych pozytywów tego przymusowego lock down. To chora sytuacja. Ale nieunikniona. Słowo „wdzięczność” bardzo mnie uraziło.

    2. Osobiście mam bardzo podobnie jak Natalia, dużo refelksji i jestem wdzięczna za ten czas bo zdałam sobie sprawę z wielu rzeczy. Co nie oznacza, że brak mi empatii wobec tych którzy aktualnie cierpią. Każdy z nas inaczej to przeżywa i jest w innej sytuacji.

      1. Ja też staram się szukać pozytywnych stron aktualnej sytuacji, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że jestem bardzo uprzywilejowana jeśli w ogóle mogę sobie na to pozwolić. Niestety większość osób w tym momencie zastanawia się, skąd wziąć środki do życia, wiele osób przeżywa załamania itd. Wiele moich znajomych czy członków rodziny straciło pracę, wizyty u lekarzy specjalistów na które czekali miesiącami itd… Ciężko czyta się wpisy, w których mówi się o tym, że każda sytuacja ma jakieś dobre strony, naprawdę. Bo dla niektórych nie ma, po prostu. Mamy bardzo duże szczęście móc cieszyć się tym czasem i poświęcić go na odkrywanie siebie na nowo.

  2. Napisała to w cudzysłowie, jejku. Może traktuje tego bloga jako właśnie swój pamiętnik, który przy okazji może pomóc innym? Wiele osób właśnie potrzebuje takiego “innego” spojrzenia na tę sytuację. Nie można ich wykluczać “bo inni mają gorzej”. Moim zdaniem wpis bardzo pomocny do zatrzymania się na chwilę. Dzięki, Natalka.

  3. Dziękuję Ci za ten wpis. Jestem Ci wdzięczna za to co robisz i doceniam twoją pracę (zarówno tą włożoną w napisanie nowego wpisu jak i tą poświęconą własnemu rozwojowi 😉 ). Bardzo się cieszę, że jesteś. (Chyba brzmię teraz jak trochę nawiedzona, ale trudno.) Naprawdę sprawiasz, że jestem bardziej świadoma i zaczynam wprowadzać małe poprawki do swojego życia, które czynią je jeszcze lepszym i jestem poprostu szczęśliwa.
    Dziękuję

  4. Bardzo dobry wpis! Każdy z nas nagle i bez uprzedzenia znalazł się w zupełnie nowej rzeczywistości. Każdy z nas radzi sobie z nią zupełnie inaczej i na swój sposób. Zgadzam się z Tobą i uważam że w tym bardzo trudnym czasie wdzięczność jest czymś co pozwoli nam poradzić sobie chociaż odrobine lepiej?

  5. Piękny i bardzo potrzebny tekst! Dzięki zastosowaniu Twoich rad wyjdziemy z pandemii o wiele silniejsi i świadomi. To apel dla tych, którzy nie zostali dotknięci bezpośrednimi skutkami zarazy i mogą zadbać o siebie jak nigdy dotąd. Nie trwońmy tego czasu.

  6. Miliony tracą bliskich i oszczędności, a inne miliony siedzą w domach bez żadnych “konsekwencji” i wariują z braku zajęcia, z nagłej zmiany. I właśnie dla tych drugich jest ten wpis. Nie rozumiem co do tego ma brak empatii! Natalio, bardzo przyjemny tekst, nawet w takich momentach trzeba szukać motywacji, inspiracji i plusów 🙂

  7. Bardzo fajny wpis 🙂 Wiele z nas, pozbawionych mozliwości opuszczenie czterech ścian wariuje i nie wie co z sobą zrobić. A powinismy wykorzystać ten czas i spróbować rzeczy, które zawsze chcieliśmy zrobić, ale również dać sobie czas na refleksje, na kontemplacje … Kwarantanna powinna być dla nas lekcją, która nauczy Nas jak doceniać. bo dopiero teraz widzimy jak wszystko jest ulotne…

Możliwość komentowania została wyłączona.

Czytaj więcej

mural

Weekend na Pradze

Dzisiaj Praga jest modną i ciekawą dzielnicą Warszawy, chociaż nie zawsze tak było. Ostatnie lata bardzo zmieniły jej oblicze i właśnie dlatego chcę zabrać Was

CZYTAJ WIĘCEJ »

Wszystkiego najlepszego Natalka!!!

STO LAT!!!

dużo miłości i pordóży!

życzą Pati i Dominik