@nataliakusiak

Dobre postanowienia noworoczne


Tak moi drodzy, to znowu ten czas, kiedy wszyscy zaczynają myśleć i mówić o swoich postanowieniach noworocznych. Nie ma się po co złościć, tak już będzie i najwyższy czas jakoś się z tym pogodzić. Od stycznia zaczynamy tradycyjnie chodzić na siłownię, przechodzimy na dietę, zaczynamy czytać więcej książek, prowadzimy dzienniki i bullet journale, a czasami nawet szukamy nowej pracy. Okładki kolorowych magazynów głośno mówią, że takie postanowienia noworoczne to ważna rzecz i każdy z nas powinien nie tylko je mieć, ale również troszczyć się o to, aby ich dotrzymać. Niemniej jednak wszyscy bardzo dobrze wiemy, że właśnie z tym dotrzymaniem będziemy mieć największy problem. Takie postanowienia bardzo szybko wypalają nasz entuzjazm, chwilowe momenty słabości przekonują nas, że nie damy rady i po kilku tygodniach (jeżeli dobrze pójdzie) zazwyczaj tak bardzo nam się nie chce, że wracamy do dawnych przyzwyczajeń. 

Czy to znaczy, że postanowienia noworoczne są złe? Niekoniecznie, ale wydaje mi się, że większość z nas popełnia błąd u samych podstaw: chcemy osiągnąć określony cel, który bardzo często jest jakimś pragnieniem wpisania się w obrazek, który wydaje nam się słuszny i popularny, nie myślimy tak realnie o swoich prawdziwych potrzebach, a do tego wydaje nam się, że to, co po drodze, wytrzymamy z zaciśniętymi zębami. Bardzo dobrze to znam, sama przez to przechodziłam. 

Rok temu wpadłam jednak na inny pomysł. Byłam w takim miejscu, gdzie czułam się życiowo trochę zagubiona, nie do końca wiedziałam, czego chcę, jak mogę się rozwijać, czy nawet co powinnam robić. Wymyśliłam, że będę zapisywać wszystkie myśli dotyczące tego, co mi marzy. I tak, dzień po dniu ta lisa z trzech punktów rozwinęła się do dwudziestu trzech. Wpisywałam tam wszystkie przeżycia, których bardzo chciałam doświadczyć, wszystkie umiejętności, które faktycznie chciałam opanować, a nawet wszystko, co chciałam zobaczyć. Jedne były bardziej życiowe i dojrzałe, inne potrafiłam zapisywać w czasie oglądania Netflixa (poznać królową Elżbietę). Jeżeli coś realnie mnie ekscytowało i wydawało mi się bardzo atrakcyjne, miało prawo znaleźć się na mojej liście marzeń – bez oceniania, bez obaw przed tym, co pomyśli sobie ktoś, kto kiedyś zobaczy te notatki. 

Jednym z pierwszych punktów na mojej liście był wyjazd na camp muay thai do Tajlandii. Nie jestem nawet w stanie opisać wam satysfakcji, jaką czułam skreślając ten punkt i zapisując przy nim styczniową datę. Poczułam, że to jest właśnie to, co chcę robić w życiu – spełniać swoje marzenia. Brzmi jak tekst z bajki Disneya? Możliwe, ale co z tego? 

Oczywiście, później przyszła wiosna 2020, która zatrzymała wszystko. Nic nie dało się zrobić. Później okazało się, że jedna się dało: w okolicach czerwca mogłam skreślić już kolejny punkt: regularna praktyka jogi (jest ze mną do dzisiaj). Pisząc ten tekst sięgnęłam po notes z moim marzeniami i nawet mnie zaskoczyło, że w tym roku udało mi się spełnić sześć marzeń, sześć! W 2020 roku! Żyjąc trochę tu i teraz, a trochę w przyszłości, jak wszyscy miałam bardzo dużo żalu do świata o ten “stracony rok”. Ale teraz, jak sobie myślę, że udało mi się spełnić sześć marzeń, to widzę, że on wcale nie był taki zły. 

Właśnie dlatego bardzo namawiam was do porzucenia idei noworocznych postanowień. Zamiast tego weźcie swój notes lub kalendarz i zacznijcie tworzyć swoją listę marzeń. Nie stawiajcie przed sobą celu, który was umęczy, a znajdźcie taki, który będzie was ekscytował. Na mojej liście marzeń na 2021 znajdzie się na pewno obóz surfingowy, miesięczny wyjazd jogowy, święto piesków w Nepalu, kurs włoskiego na Sycylii. Chcę też nauczyć się robić zdjęcia i wydać książkę. Uda się? Jakaś część z pewnością, a jeżeli część z nich będzie musiała poczekać, to przecież zawsze miło sobie pomarzyć!

Podobało Ci się? Udostępnij! 

Czytaj więcej

mural

Weekend na Pradze

Dzisiaj Praga jest modną i ciekawą dzielnicą Warszawy, chociaż nie zawsze tak było. Ostatnie lata bardzo zmieniły jej oblicze i właśnie dlatego chcę zabrać Was

CZYTAJ WIĘCEJ »

Wszystkiego najlepszego Natalka!!!

STO LAT!!!

dużo miłości i pordóży!

życzą Pati i Dominik