@nataliakusiak

Obiad z kategorii “jem zdrowo”

Nikt nie prosił o ten przepis, ale i tak go spiszę. To typowe danie z resztek zapasów z lodówki, po zjedzeniu którego od razu czujemy się dwa razy zdrowsi. To taki rodzaj posiłku, który wystarczy zjeść raz na jakiś czas, a ogólna ocena naszej diety i tak idzie o dwa oczka w górę. Kalkulacja jest prosta: warto.

 

Składniki:

  • pół kubka komosy ryżowej aka quinoa
  • kubek bulionu
  • 2 – 3 ząbki czosnku
  • dymka
  • dowolna pasta curry (ja użyłam pół łyżki pasty penang, ale mam przeczucia, że z garam masalą wyszłoby też ekstra)
  • 2 małe bataty
  • 3 duże liście jarmużu
  • trochę więcej niż pół puszki cieciorki
  • 1 łyżka tahiny
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • szczypta soli

 

Na dużą patelnię wrzucamy komosę, którą zalewamy bulionem. Ma sobie pyrkać aż do wchłonięcie płynu. Pamiętajcie tylko, żeby wcześniej bardzo dokładnie wypłukać komosę. Inaczej będzie chrzęścić w zębach jak połamane szkło (mimo długiego płukania u mnie i tak zawsze coś zachrzęści, więc jeżeli macie na to złotą metodę, to proszę, zostawcie mi ją w komentarzu).

Do woka wlewamy olej, dodajemy czosnek, cebulę, pastę curry i pokrojone w kostkę bataty. Dobrym rozwiązaniem jest podlewanie tego co jakiś czas odrobiną wody (ale dajcie chwilę cebulce, żeby się zezłociła). W tym czasie oberwijcie łodyżki jarmużu. Listki wrzućcie do woka, jak bataty zaczną mięknąć. Na koniec jeszcze na kilka minut dodajcie cieciorkę. Ma się nie tylko podgrzać, ale też odrobinę podsmażyć.

Sos jest dziecinnie prosty: tahinę łączymy z oliwą i odrobiną soli.

Et voilà!

IMG_5577

Podobało Ci się? Udostępnij! 

Czytaj więcej

mural

Weekend na Pradze

Dzisiaj Praga jest modną i ciekawą dzielnicą Warszawy, chociaż nie zawsze tak było. Ostatnie lata bardzo zmieniły jej oblicze i właśnie dlatego chcę zabrać Was

CZYTAJ WIĘCEJ »

Wszystkiego najlepszego Natalka!!!

STO LAT!!!

dużo miłości i pordóży!

życzą Pati i Dominik